Poezja – zbawienna poręcz…

0

Andrzej Smulczyński, zaskakujące połączenie urzędniczego pragmatyzmu z artystyczną wrażliwością, doprawioną nietuzinkowym poczuciem humoru. Widzenie świata z długoletniej pozycji pracownika socjalnego, codzienny kontakt z człowiekiem potrzebującym pomocy musiało zaowocować emocjami. A tych zbyt długo nie da utrzymać się w ryzach. Wcześniej lub później wychodzą na wierzch. I dobrze…

Poezja – zbawienna poręcz…

Joanna Strączek: Kiedy napisał Pan pierwszy wiersz i co pana zainspirowało?

Andrzej Smulczyński: Z uwagą od zawsze obserwuję świat, ludzi i naturę.Bez końca byłem zafascynowany afirmacją przyrody. Wychowałem się w Skarżysku-Kamiennej, nad rzeką Kamienną. Wówczas to robotnicze miasto było fascynujące. Lecz o poezji usłyszałem ze względu na pobyt w nim i śmierć Leopolda Staffa. To jego wiersze czytałem jako pierwsze. Do dziś ostatni zbiór wierszy „Wiklina” jest i pozostanie jednym z ulubionych. Mój pierwszy wiersz napisałem w Chrobrzu i o Chrobrzu. Kończąc tam szkołę średnią z głęboką awersją odnosiłem się do poezji. Dopiero dziś mogę przyznać, że poezja wcale nie jest trudna ani niedostępna. Po prostu jest piękna. Czytam jej wiele i czuję swego rodzaju połączenie z otaczającym światem.

J.S. Przez długie lata piastował pan stanowisko dyrektora buskiego PCPR. To instytucja, która wspiera osoby potrzebujące pomocy. Czy działalność na tej niwie bywała inspiracją dla pańskich artystycznych działań?

A.S. Faktem jest, że poezja przedstawia świat oczyma innych ludzi. To co mnie otaczało i otacza można widzieć w innej perspektywie. Rzeczywiście potrzeby ludzi zmagających się z życiem i ich problemy oraz tajemnice są i pozostaną słownymi łamigłówkami. Sens życia wyraża się w postaci sensu słów i myśli. Lepsze życie potrafi uspokajać. Poezja również uspokaja, wywołuje emocje i zachęca do poprawy stanu ducha, a to już początek podnoszenia nastroju, który optymistycznie nastawia do  codziennego zmagania z losem. Mam świadomość, iż wiele osób nie czyta wierszy. Często brak czasu. Mam jednak wielu znajomych twierdzących, że poezja nie starzeje się i nie nudzi, tak zresztą jak życie. Nigdy nie uciekałem od prawdziwych problemów, z jakimi spotykałem się. Historie moich klientów, niejednokrotnie w skondensowany sposób można znaleźć w wierszach. Zawód „pomagacza” na pewno nie bawi, lecz ranga problemu inspiruje do wymyślenia „lekarstwa”, a bez wątpienia potrafi inspirować poetę. Zapewniam panią, samorządowcy żyją w innym świecie, ich stan ducha ma obraz rzuconego światła, w pryzmacie rozczepione światło barwi na wiele kolorów. Kultura jawi się na szarym samym końcu…

J.S. Niełatwo się czyta pańskie wiersze. To nie są zwykłe rymowanki. Gdzie szuka pan natchnienia?

A.S. Tadeusz Różewicz napisał kiedyś „Czasem życie zasłania to co jest większe od życia”. Ja ciągle dostrzegam blaski i cienie życia. Nie zastanawiałem się, czy i dlaczego napisałem dobre i zrozumiałe wiersze. Sam nie wiem. Akurat wszystkie wieczory autorskie odbywały się przy pełnych salach z udziałemkilkuset słuchaczy. Nie miałem wrażenia wyparowania z publiczności tego co usłyszeli. Wiersze stanowią jakiś dyskurs. Chcę uczciwie zabierać głos do wyrażania swoich wrażeń obecnej rzeczywistości. Wiele mnie cieszy, uwiera co to życie i jego otoczenie robi z ludźmi, tu na Ponidziu także. Widzę dużo miejsca dla poezji.

Może to co piszę też dla kogoś okaże się równie ważne. Zresztą wydaje się, że nawet gdyby nikt nie przychodził i nikt nie czytał, poeci, tak jak ja, pewnie by nadal istnieli. Znany zespół, który lubię – Myslovitz śpiewał „życie to nie surfing, więc nie bój się fal”. Ja życia wyrażanego w wierszach takich czy siakich nie boję się. Na facebooku rejestruję pory roku, one dużo mówią o przemijaniu.

J.S. Jak długo Andrzej Smulczyński pisze wiersz?

A.S. To rzecz rytmu. Pisanie wierszy ma pewien rytm i czas. Coś w człowieku wibruje, dojrzewa. Zależy też co we mnie uderzy i z jaką siłą.Raz trwa to dłużej, raz krócej. Każda minuta pozostaje minutą. Każda biała kartka papieru potrzebuje nieco czasu by ją zapisać. Tak naprawdę różnie bywa.

J.S. Wieczory autorskie po każdej premierze to nie lada wydarzenia kulturalne. Karolina Kępczyk w roli prowadzącej, Rafał Jędrzejczyk czytający pańskie wiersze, piękny śpiew Barbary Stępniak – Wilk, wystawy malarstwa i fotografii… jak pan przyciąga takie osobowości?

A.S. Spotkania autorskie są wciąż modne. Moich było kilkanaście. Stojąc przed publicznością, wzruszam się, a w ogóle cieszę się, jeżeli taka sytuacja zdarzała się. Najmilsze zaskoczenie to pełne sale w Domach Kultury i wszędzie, gdzie były organizowane. Moje spotkania nie są źródłem zarobku. Wszyscy dajemy z siebie wszystko. Spotkania trwają około 2 godzin. Pomysł formuły i scenariusz zrodził się u Rafała , mojego przyjaciela „od zawsze”, krakowianina, aktora itd. etc. Chodziło o połączenie poezji, muzyki, obrazu malarskiego lub fotografii. Rafał na takich spotkaniach wypada bardzo dobrze, jest dowcipny, jego interpretacja poezji publiczności przypada do gustu. Często w blogach można przeczytać o lekkości, dowcipie, energii i artystycznym polocie, nie mówiąc o niesamowitym talencie. Publiczność go uwielbia. Z wcielonej swobody jest duszą spotkania. Większość wieczorów odbyło się z jego udziałem. Trzykrotnie brał w nich udział aktor Teatru „Bagatela” w Krakowie Krzysztof Bochenek – lubiany, nieprawdopodobnie towarzyski, gra na gitarze, świetnie śpiewa.

Nieodzowną ozdobą wieczoru jest piosenka poetycka. Muzyka krakowskich kompozytorów i własna Barbary Stępniak-Wilk pozostawia w pamięci niezapomniane wrażenie.

Malarstwo Zbigniewa Kasprzaka artysty z Jędrzejowa oraz fotografia Elżbiety Dzikowskiej były jednymi z najbardziej skutecznych sposobów na zaciekawienie efektami procesu twórczego.

Karolina Kępczyk, dziś dyrektor Buskiego Centrum Kultury, nie tak dawno Europejskiego Centrum Bajki to wielce odważna i kreatywna kobieta z wiedzą, doświadczeniem, zawsze adekwatna. Kocha poezję artystów. Moje wieczory autorskie prowadziła zawsze ona. Skoro pani pyta o osobowości, bez wątpienia profesjonalizm, błyskotliwość wypowiedzi, dobry kontakt z ludźmi – są atutami Karoliny. Nie wyobrażam sobie wieczoru autorskiego bez niej. Mogę dodać od siebie, iż wszystkim osobom biorącym udział w moich spotkaniach autorskich pragnę serdecznie podziękować. Jesteście wielcy!

Chcę jednoczenie przeprosić Basię Stępniak-Wilk za odmowę sprzed lat uczestnictwa w prowadzonej przez nią audycji w PR Kielce.

J.S. W jednym z pańskich tomików można obejrzeć unikatowe fotografie znanej podróżniczki Elżbiety Dzikowskiej. W jaki sposób nawiązał pan współpracę z panią Elżbietą?

A.S. Szykując się do wydania tomiku „Wołam Ponidzie moje” uznałem, iż najlepszym wyrazem artystycznym obrazującym kulturę, architekturę, przyrodę Ponidzia powinna być fotografia. Wiedziałem o dokonaniach Elżbiety i jej fascynacji Ponidziem. Napisałem list przedstawiający ten zamiar i długo nie czekając uzyskałem zgodę i prawa autorskie do zdjęć. Wielka radość ogarnęła mnie na widok pejzaży, krajobrazu, przyrody i obiektów utrwalonych na zdjęciach Elżbiety. Nasze coroczne spotkania i długie rozmowy przy chilijskim winie chyba wspólnie uwielbiamy.

J.S. Wszyscy pisarze, poeci, z którymi dotychczas rozmawiałam, podkreślali inspirujący wpływ pandemii na twórczość. Czy również pana ta przymusowa izolacja zapłodniła literacko?

A.S. Czyż właśnie poezja i jej istota nie jest odpowiedzią na stan ducha, jaki przeżywamy, mają świadomość niespodziewanej utraty życia z powodu zaraźliwej wirusowej choroby? Jestem w wieku tzw. szczególnego ryzyka, więc emocje m.in. strach, obawa, nie są dla mnie pozbawione autentyzmu.

Nie da się ukryć natchnienia i jego pochodzenia wynikającego z sytuacji.

Powstało kilka wierszy, z tyloma metaforami okrutnymi i szorstkimi. Przyszło nam obcować na co dzień z tematem dobrym dla poety. Śmierć budzi konsternację.Kolejny siwy włos, zmarszczka, wynikają z troski. Rzucanie zaklęcia na czas pandemii nie dają nadziei na spotkanie „zarazy”. Jednak gdzieś w głębi duszy potrafimy stygnąć z emocji i szybko aprobować stan rzeczy, rezygnując ze stróżowania, czujności o własny byt. Trzeba nam codziennego ładowania konkretu zagrożenia. Ciągle prześladuje mnie, i tego doznałem, noszenie „kostiumu” odpowiedzialności dyrektora. Załatwiania spraw na styku ogłady, niepokoju nieustannego, tremy, skrojonego strachu na miarę życia. O tym napisałem w wierszach.

J.S. Przy którym tomiku spędził pan najwięcej czasu?

A.S. Poeta to nie jest ten, co lata ze swoimi wierszami i wymachuje nimi. Czasu wymaga również wybór czyli umeblowanie książki. Problem czasu w jakim żyjemy polega na ciągłej selekcji, odsiewu, dyskwalifikacji. Mam problem ten na okrągło, więcej twórczości nieopublikowanej i tej jaką ujrzały oczy czytelnika. Takim tomikiem był „Ślad dotykany”. Wtedy wybrałem 38 wierszy z ponad 300, a czas przygotowania do wydania zajął cztery miesiące.

J.S. Jak pańscy znajomi, współpracownicy, przyjaciele zareagowali na działalność na niwie literackiej?

A.S. (Śmiech). Powiem… bardzo różnie. Nie spodziewałem się, a jednak wydałem pierwszy tomik poezji. Wszyscy moi znajomi wydawali się być zaskoczeni tym faktem, ale proszę uwierzyć, nikt nie był bardziej zaskoczony niż ja. Napisanych miałem dużo wierszy, lecz nie miałem odwagi.To było wszystko… jak wezbrana rzeka. Przypłynęła nagle i niespodziewanie. Po operacji serca i problemach neurologicznych, zdałem sobie sprawę o takiej natychmiastowej potrzebie działania na siłę. Tak to wtedy widziałem. Dziś na nikim nie robi to wrażenia. Piękno poezji polega na jej zrozumieniu, wystarczy tylko chcieć ją przeczytać. Jeżeli choć jeden z utworów przemówi do czytelników będę szczęśliwy. Wisława Szymborska w wierszu „Niektórzy lubią poezję” napisała, iż jest zbawienną poręczą, dla mnie zawsze taka jest i będzie…

J.S. Nad czym pan obecnie pracuje?

A.S. Pisanie wierszy stało się niemalże codziennością. Tworzę do nowego tomiku. Jeszcze nie wymyśliłem tytułu. Zakładam jego wydanie w przyszłym roku.

Korzystając z okazji przepraszam za to, że spotkanie autorskie zaplanowane na 19 marca 2020 roku nie odbyło się.Pandemia pokrzyżowała plany. Jestem po wstępnych rozmowach z panią Karoliną Kępczyk, myślę, że jeszcze w tym roku do wieczoru poetyckiego w Busku-Zdroju dojdzie.

          J.S. Dziękuję bardzo za rozmowę.

 

NOTA BIOGRAFICZNA

Andrzej Smulczyński (rocznik 1953) mieszkaniec Buska-Zdroju, wieloletni współpracownik „Tygodnika Ponidzia” i „Problemów Społecznych”. Ukończył studia o kierunku nauki społeczne. Poeta, publicysta, reportażysta, autor wielu społecznych inicjatyw. Organizator pomocy społecznej. Samorządowiec. Wydał dotychczas 7 tomików wierszy. Odbył wiele udanych wieczorów poezji. Miłośnik Ponidzia, teatru, wędrówek kresowych.

W twórczości przedstawia obraz natury, przyrody oraz środowiska, w tym wartości społecznych. Jest poetą systematycznie łączącym dynamikę z refleksją o współczesności, prezentując postawę wobec rzeczywistości. Ulubieni poeci Leopold Staff, Jan Lechoń, Zbigniew Herbert, Krzysztof Baczyński, Jan Twardowski.

Udostępnij.

Dodaj komentarz

Directory Wizard powered by www.polldirectory.net

Powered by themekiller.com