Osiem twarzy Krzysztofa Nurkowskiego

0

Nurkowskiego poznałam osobiście kilkanaście lat temu w Kazimierskim Ośrodku Kultury. To był początek mojej pracy zawodowej, z wielką radością nawiązywałam nowe znajomości, chętnie poznawałam ludzi, którzy mogliby być dla mnie źródłem wiedzy, inspiracją. Lepiej trafić nie mogłam. Krzysztof Nurkowski to człowiek o tak wielu zainteresowaniach, że czasem w głowę zachodzę, kiedy on znajduje czas na realizację swoich licznych pasji. Dwa lata temu pomogłam mu odkryć kolejną – kajakarstwo. Razem przemierzaliśmy wodne odmęty naszej cudnej Nidy, podczas spływu zorganizowanego przez KON-TIKI. Pięć godzin w jednym kajaku minęło bardzo szybko. Krzysztof to dyplomata i erudyta z ogromną wiedzą, rozmowa z nim to wielka przyjemność. Znajomość z Nurkowskim, jako jedna z nielicznych, przetrwała do dziś. Ta rozmowa to rodzaj mojego podziękowania za lata życzliwej współpracy.    

Osiem twarzy Krzysztofa Nurkowskiego

Joanna Strączek: nauczyciel, pasjonat historii, pisarz, polityk samorządowiec, trochę fotograf, trochę dziennikarz, trochę muzyk rockowy, trochę podróżnik –… wszystkie oblicza Krzysztofa Nurkowskiego. Które z nich wysuwa się na prowadzenie?

Krzysztof Nurkowski: napędza mnie – jak to  powiedział słynny behawiorysta, Bergson, pęd życia, próbuję się realizować w różnych rolach i na różnych polach. Przede wszystkim jednak jestem  nauczycielem. To jest mój chleb, z tego żyję, choć jak napisałem we fraszce „bez roli – nie wydoli”. Mama, długoletnia,  dziś już emerytowana nauczycielka, kiedyś, jak to się powiadało „pani kierowniczka” SP Koryto k. Czarnocina, musiała, jak większość, braci nauczycielskiej, dorabiać na roli, którą wtedy państwo, użyczało nauczycielom wiejskim. Ja, będąc pacholęciem, nie przepadałem za pracą na roli. Wolałem czytać książki i bałamucić kolegów –  ku utrapieniu ich rodziców. Tzw. „deforma” oświaty sprawiła, że biegam po trzech szkołach, do czego się można przyzwyczaić, ale jest to pewien dyskomfort, gdyż trudno skoncentrować się na kwestiach zadaniowych. Nie jest to wina dyrekcji, ani samorządu. Oni i  tak robią, co mogą w tych warunkach. Wina jest systemowa, a cały problem zainspirował mnie nawet poetycko. Poemat o nauczycielu drogowym, dystychem pisany……

A czyjeż to autka, pędzą po drogach naszej gminy?

Wszak to nasi nauczyciele, tłuką, swe godziny…”

J.S. Piszesz. Nawet fajnie się Ciebie czyta. Kiedy napisałeś pierwszy wiersz?

K.N. Po pierwsze, żeby coś napisać, trzeba dużo czytać. Powiada się, żeby napisać jedną kartkę czy wiersz, trzeba przeczytać sto książek i tak dalej, chyba, że się jest geniuszem. Pisanie to jest ciężka praca, czasami wypływająca z natchnienia,  przemyślenia. I chciejstwa wańkowiczowskiego. I odwagi.  Powtarzam, trzeba czytać. Ja zacząłem od „Poczytaj mi mamo”, potem biegałem po gazety w Czarnocinie do kiosku „Ruch”. W liceum były przede wszystkim „Szpilki” i poczucie humoru, kształtowane przez rysunki Mleczki. Pierwszego napisanego wiersza, nie pomnę. To był proces zapisywania na przysłowiowych mankietach, bibułkach, karteczkach, karteluszkach…a teraz w notatkach czy dyktafonie telefonu.

J.S. „Limeryki Toskańskie” – to jeden z Twoich tomików. Skąd to zafascynowanie słoneczną Italią?

K.N. Odwiedziłem wielokrotnie Toskanię, ze względów rodzinnych i nie ma tam dla mnie tajemnic. Chociaż nie. Są. Tak naprawdę to kraina nie do zwiedzenia. Feeria barw, światło słoneczne, które urzekło Michała Anioła czy Leonarda, zapachy, widoki, plenery – dla wszystkich wiadomym jest, że Italia, jest najpiękniejszym krajem świata a Toskania, esencją naszej cywilizacji. Nie mogły te klimaty, nikogo pozostawić  obojętnym. Zresztą Italia i Toskania, uwiodły wielu pisarzy, genialna „Pamięć Włoch”, Pawła Muratowa, Byron, Goethe, a dzisiaj tam zamieszkują Sting czy Andrea Bocelli, którego miałem okazję poznać w słynnej Pizie. Inna sprawa, że  pandemia, przewartościuje ruch turystyczny, jak wszystko wokół nas.

Dlatego, jadąc do Toskanii, wyciągnąłem swojego  moleskina i urzeczony, pisałem i notowałem. Później uznałem, że warto to wydać, a Adam Antolski, dorzucił do moich wierszy, swoje adekwatne i troszkę surrealistyczne rysunki.

J.S. Czytałam kilka tygodni temu na facebooku bardzo ciekawą poezję Nurkowskiego napisaną pod wpływem przełomowych wydarzeń lat 80. Co teraz najbardziej inspiruje Cię do pisania?

K.N. To jest powrót, nieco sentymentalny do lat stanu wojennego, gdzie wraz z kolegami z Krakowa i galicyjskiego Brzozowa, współtworzyłem punk-rockowy zespół „Martwy Fiolet”.  Sporo wtedy pisałem. Wokół tyle się działo i byłem bacznym obserwatorem rzeczywistości.

Była szansa na występ w Jarocinie, czy na ogólnopolską  sławę, ale los chciał inaczej.

Trzeba było samemu sobie otwierać drzwi, a my to zrobiliśmy w iście punkowym stylu…….uderzeniem i zadymą. I zaczęło się. Zatrzymania na milicji, dozory milicyjne. Staliśmy się swego rodzaju legendą. Marcin Świetlicki pisze w swojej autobiografii, że Martwy Fiolet, stał się legendą pokolenia. Przynajmniej w Krakowie. Mam zamiar, wydać to moje pisanie, będące  świadkiem czasu, stanu wojennego. Przechowałem moje iuvenilia  przez dekady, warto by ujrzały światło dzienne dla chwały i pamięci krakowskiego muzycznego podziemia.

J.S. Artyści muszą się liczyć z recenzjami, które nie zawsze są pochlebne. Opowiedz nam o najbardziej ciekawych i budujących.

K.N. Nie działam w żadnym środowisku poetyckim. Jestem sam sobie sterem ,żeglarzem, okrętem. Moje pisanie traktuję po stachurowsku, jako „życiopisanie”, dokumentujące mój czas. Nie zabiegam o recenzję i nie podlizuję się krytykom. Ja swoje książki wydaję bez otoczki prasowej i medialnej. W moim zapiecku. Kto chce to się dowie. Mamy Internet. Ale aż tak bardzo mi nie zależy. Mam swoich czytelników. Poza  tym mieszkam daleko od centrów kultury, na głębokiej prowincji, co nie służy zacieśnianiu kontaktów literackich.

Ale ma to swoje plusy. Dodatnie, jak by to ujął Lech Wałęsa. Oczywiście taki na przykład  Leśmian mieszkał też na prowincji, ale to jeden z najwybitniejszych  polskich poetów, kudy mnie do niego. I tak też miał problemy. Podobnie jak w dydaktyce, pisząc to i owo, działam w dłuższym horyzoncie  czasowym. Może coś z tego zostanie.

J.S. dzieło literackie, z którego jesteś najbardziej zadowolony to

K.N. Trudno ocenić. „Był dwór” czyli opowieść o rodzinie Bukowskich, stał się najbardziej popularną książką wśród rodzin ziemiańskich z moich okolic. Miałem plany filmowe wraz z Krzysztofem Bukowskim, wybitnym reżyserem i dokumentalistą, którego poznałem na dwa lata przed jego przedwczesną śmiercią. Syn profesora, Ryszarda Bukowskiego, muzykologa i pedagoga, urodzonego we dworze ziemiańskim w Cieszkowach w 1916 roku. Nie wyszło. Krzysztof  zmarł mając 52 lata, w 2001 roku.

Limeryki i wiersze, są opowieścią o moich podróżach, nie zawierają zbyt dużo wątków uniwersalnych. Chociaż…. .To co teraz publikuję w Internecie, na fejsie, najczęściej jest utrwalane w miesięczniku „Akant”, wydawanym w Bydgoszczy. Wiele jest w moim pisaniu ukrytej publicystyki, wszak współtworzyłem, sublokalną” Gazetę Kazimierską”, pisywałem teksty do kieleckiego dodatku  do Gazety Wyborczej, które miały swój odzew środowiskowy.

J.S. „Bodaj byś cudze dzieci uczył”. Co sprawiło, że wybrałeś ten niełatwy, acz piękny zawód?

K.N. Tradycje rodzinne. Mama długoletnia nauczycielka, ojciec główny księgowy w oświacie gminnej. Poza tym, sytuacja na początku lat 80 sprawiła, że musiałem dokonywać dramatycznych,  życiowych wyborów .Przerwałem studia w Krakowie i szukałem azylu na wsi.

J.S. Pisałam niejednokrotnie o sukcesach Twoich uczniów. Przypomnij nam proszę takie, które Tobie najbardziej utkwiły w pamięci.

K.N. Było tego sporo. Damian Adamczyk, w wojewódzkim finale konkursu historycznego, Kuba Lalewicz, podobnie, Kamila Derlatka i Ala Paczkowska, pierwsze miejsce w Muzeum Wilanowie, blog ich autorstwa, o  błogosławionej Zofii Czeskiej, najlepszy w Polsce, filmy nakręcone o legendach Czarnocina, nagrodzone w Kielcach na UJK, prezentacje o lotnikach strąconych nad Kociną, referendum europejskie z 2004 roku, cykliczny projekt, Młodzi Głosują,  spotkania z poetami, Antolskim i Ochwanowskim, „Z kasy do klasy”, konkurs NBP, nagroda  Leszka Balcerowicza dla Wojtka Chabinki, za pracę nt. gospodarki, prezentacja Ponidzia przez zespół uczennic, ze słynną dziś Joasią Nawrot w Pałacu Kultury, wszystko to jest opisane na stronach internetowych SP w Cieszkowach…  łezka się kręci…sukces, gonił sukces… Ostanie lata gimnazjum to aktywność Weroniki Szczęsnej, na polu Szkolnego Koła Amnesty International, Maraton listów dla ratowania więźniów sumienia, akcje plakatowe, nt. ksenofobii, homofobii czy rasizmu. Tyle, z głowy…naturalnie, inni nauczyciele gimnazjum, dokładali, bardzo istotne sukcesy polonistyczne, matematyczne, informatyczne, fizyczne, językowe, chemiczne, biologiczne, geograficzne, artystyczne, sportowe…

J.S. Polityka. Dlaczego wszedłeś na tę drogę i co sprawiło, że ostatnio trochę z niej zboczyłeś?

K.N. Jestem z pokolenia idealistów. Legitymacja 125 NZS UJ, zobowiązuje. Świadomie przeżyłem „karnawał Solidarności”, czyli lata 1980-1981, dodam, że jako jeden z dwóch osób, abonowałem w naszej gminie Tygodnik Solidarność w 1981 roku, kierowany przez Tadeusza Mazowieckiego. Potem był flirt z ruchem ludowym, ale rok 1989, sprawił, że włączyłem się w ruch Komitetów  Obywatelskich Solidarność. Politykę traktowałem w sposób idealistyczny, wierząc w działania pro publico bono i swego rodzaju misję społeczną. Okazuje się, że suweren chce, twardych, czasami brutalnych swoich przedstawicieli, graczy,  którzy operują w umiejętny sposób antycznymi chwytami populistyczno- demagogicznymi. Teraz te metody walki politycznej przeżywają swój renesans, a ja tego nie akceptuje, ani popieram. Obecna, trwająca gdzieś od katastrofy smoleńskiej, brutalna, a czasami chamska polityka, sprawiły, że odczuwam absolutny absmak. Nie wiem, jakim językiem musiałbym rozmawiać z suwerenem… hadko myśleć…uciekłem z tego świata….może nie na zawsze, czas pokaże… Stale jednak opowiadam się za pogłębioną integracją europejską, gdyż w tym walczącym o prymat ekonomiczny i polityczny świecie, tylko silna, zjednoczona Europa może przeciwstawić się dominacji USA, Rosji, Chin czy Indii.

J.S. Na koniec wracamy do poezji. Pracujesz nad czymś aktualnie?

K.N. Ostatnio wziąłem udział w konkursie UJK w Kielcach – z okazji 50 lecia Uczelni – na trawestację utworu Jana Kochanowskiego. Niestety nie otrzymałem nagrody, ale z kręgu zainteresowanych osób doszły mnie pochlebne recenzje.

Oto moja fraszka….

„Na mieszkanie w Czarnocinie” (wg fraszki „Na dom w Czarnolesie”)

Panie to mój kredyt, dzięki Ci spłacony,

To moje trochę metrów, dla Się i dla żony.

Chociaż żadnych bajerów – przyznaję, tu nie mam,

poza książek multum, co lubisz.

Tak mniemam,

że pobłogosławisz me zbiory obfite,

książki, płyty, kasety, kurzem nie przykryte,

bo ich ciągle używam, w mym gnieździe ojczystym,

w pięknym Czarnocinie, siole wiekuistym…

 

Poza tym, regularnie publikuję w miesięczniku Akant, zapraszam na stronę, Akant.org

Poza tym, chcę wydać moje wspomnienia krakowskie.

Sponsorzy wskazani i poszukiwani.

Krzysztof Nurkowski, ur.1960 w Skalbmierzu. Nauczyciel w szkołach gminy Czarnocin, w latach 1992-1994 zastępca burmistrza Kazimierzy Wielkiej. Redaktor naczelny Gazety Kazimierskiej(1993-1997), nagrodzonej 2 nagrodą w konkursie dla prasy lokalnej w 1994 roku w Poznaniu. Radny Rady powiatu kazimierskiego I kadencji 1998-2002. Autor tomików „Drobiazgi podróżne”, „Limeryki toskańskie”, „Był dwór”, „Droga do Koryta”. Nagrodzony nagrodą Ministra Edukacji Narodowej 2009, Odznaką Honorową”Za zasługi dla kultury polskiej” 2011, Medalem Komisji Edukacji Narodowej 2015. W stanie wojennym był wokalistą punk-rockowego zespołu Martwy Fiolet, działającego w Krakowie.

Studiował administrację i etnografię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie oraz historię w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach.

Udostępnij.

Komentowanie zostało wyłączone.

Directory Wizard powered by www.polldirectory.net

Powered by themekiller.com