Mistrz z Pińczowa – rozmowa z Michałem Pasternakiem

0

            MICHAŁ PASTERNAK

Pińczowianin. 36 lat. 104 kg, 190 cm. Zawodnik MMA. Żonaty, jedno dziecko. Pseudo – „Wampir” –Wymyślone przez Mirka Oknińskiego. Nie pytaj mnie, skąd on to wziął, bo też tego nie wiem”. Dwukrotny wicemistrz Pucharu Polski w Grapplingu, w kategorii zaawansowanej. W swoim dorobku sportowym ma 14 wygranych walk i tylko 5 przegranych. W Polsce, na arenach MMA nie przegrał żadnego pojedynku. Były zawodnik największej azjatyckiej organizacji ONE Championship. Posiadacz pasa profesjonalnej ligi. Zwycięzca II Turnieju Wotore (Katowice 22 maja 2020), zdobywca głównej nagrody w wysokości 50 tysięcy złotych.  

Mistrz z Pińczowa – rozmowa z Michałem Pasternakiem

Kilka dni temu na portalach społecznościowych pojawiła się informacja o wielkim sukcesie sportowym mistrza walk MMA Michała Pasternaka. Utalentowany, sympatyczny pińczowian zgodził się porozmawiać z „Tygodnikiem Ponidzia” o swojej pasji i osiągnięciach.

Joanna Strączek: Michał, serdecznie gratuluję Ci ostatniego zwycięstwa. Po raz kolejny udowodniłeś swoją mocną pozycję na arenie MMA (mieszane sztuki walki, z ang. Mixed Martial Arts). Opowiedz nam o swojej ostatniej walce, którą wygrałeś…

Michał Pasternak: Był to turniej Wotore, w którym walczyło 8 zawodników, bez podziału na kategorie wagowe. Charakterystyczne dla tego typu walk jest to, że walczy się na gołe pięści, bez użycia rękawic. Można tu także uderzać głową. Pokonałem przeciwnika, który ważył 125 kg. (Michał waży 104 kg, przyp. aut.) Początkowo były problemy, przeciwnik miał przewagę, ale potem udało mi się go przetoczyć i rozbić łokciami. Polało się trochę krwi i sędzia przerwał walkę z uwagi na tzw. TKO, czyli niezdolność zawodnika do dalszej walki .

J.S. Długo się przygotowywałeś do uczestnictwa w tym – bądź, co bądź -brutalnym turnieju?

M.P. Właściwie to nie przygotowywałem się specjalnie. Byłem świeżo po sparingach i po dwóch treningach. Trener zadzwonił do mnie, gdy byłem akurat na odnowie biologicznej w Kielcach. Powiedział, że według niego dam radę, że zakończę tę walkę bez obrażeń. Zachęcił mnie skutecznie i mimo, że dowiedziałem się o tym w piątek, a turniej był w sobotę – zdecydowałem się walczyć.

J.S. I do była dobra decyzja, ale powiedz szczerze… Bałeś się tej walki? Przeciwnika? Czy w ogóle czujesz lęk przed wyjściem na ring? Co Cię najbardziej motywuje?

M.P. Jedyne czego się obawiałem, to złamań. Jak już mówiłem, w turnieju tym walczy się na gołe pięści, żadne rękawice nie chronią dłoni. Na szczęście obyło się bez urazów. Czy boję się przed wyjściem na ring? Nie. Nie czuję strachu, ani lęku. Jestem profesjonalistą. To moja praca. Przed walką jestem skoncentrowany i skupiony. Nie ma tu miejsca na strach. Walczę, by wygrać, bo to zapewnia godziwy byt mojej rodzinie.

J.S. Kiedy uprzednio walczyłeś? Jak długi odstęp czasowy stosuje się między walkami i od czego jest to uzależnione?

M.P. Ostatnio walczyłem w Rosji. Nie ma szczególnych przepisów, które mówią o tym, jak długie przerwy należy stosować między walkami. To zależy od oferty i przeciwnika. Osobiście mógłbym walczyć często. Powiem nawet, że im więcej walk, tym lepiej dla mnie.

J.S. Gdzie i z kim teraz trenujesz?

M.P. Trenuję obecnie w Kielcach, u Wojtka Jarosa ćwiczę boks, z kolei zapasy trenuję u Kewina Szaflarskiego. Sparingi zaś mam w Warszawie, u Mirka Oknińskiego. Od kiedy wróciłem do Mirka wszystko wygląda inaczej, lepiej. Moja kariera nabrała rozpędu i idzie w dobrym kierunku. Jest bardziej poukładana. Pasuje mi to.

J.S. Walki i treningi to częste wyjazdy, a Ty masz rodzinę. Powiedz nam Michał, jak często widujesz najbliższych?

M.P. Na tę chwilę cały czas jestem w domu. Nawet jeśli wyjeżdżam na obozy to trwają one maksymalnie tydzień. Nie wyjeżdżam już daleko, jak kiedyś. Nie walczę już w Azji.

J.S. Z kim chciałbyś zmierzyć się na ringu?

M.P. Chyba nie ma takiego konkretnego zawodnika. Chciałbym walczyć w dobrej polskiej federacji. Łatwiej jest wówczas o sponsorów i można się im odwdzięczyć. Oni finansują, a ja się rewanżuję za to wsparcie. Nie ma znaczenia z kim walczę. Liczy się wynik.

J.S. Co jest Twoim największym marzeniem jeśli chodzi o osiągnięcia sportowe?

M.P. Nie mam szczególnych marzeń z tym związanych. Liczy się to, że robię, to co lubię. To moja pasja. Kocham ten sport, gdyby było inaczej już dawno bym to rzucił. Na początku przecież nie przynosiło to pieniędzy, a mimo to walczyłem. Na ringu staram się dawać z siebie wszystko. Motywuje mnie to, że ludzie mnie rozpoznają. Przybijają piątkę na ulicy, mówią „Oglądam Cię i podziwiam”. To niesamowite uczucie. Tu mały przekaz do wszystkich, którzy jak ja pochodzą z małych miejscowości. Nie jest tak, że jak jesteś z Pińczowa czy innego małego miasta, to nie wybijesz się, nie dasz rady wejść na wysoki lewel. Uważam, że jestem na bardzo wysokim poziomie, jeśli idzie o sporty walki. Słowem –jeśli chcesz – możesz wszystko.

J.S. Najbardziej dumny jesteś z …..?

M.P. Dumny jestem bezwzględnie z mojej rodziny. Mam wspaniałego syna i kochającą żonę. To jest najważniejsze. Sprawy zawodowe schodzą przy nich na drugi plan.

J.S. Jak pandemia koronawirusa wpłynęła na Twoją karierę sportową?

M.P. Nie jestem lekarzem, nie będę więc odnosił się do zasadności wprowadzonych obostrzeń w związku z pandemią. Powiem tylko, że w żaden sposób nie wpłynęło to na moją karierę i treningi.

Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów. We wszystkich dziedzinach życia.

 

Udostępnij.

Komentowanie zostało wyłączone.

Directory Wizard powered by www.polldirectory.net

Powered by themekiller.com