„Między Chrobrzem, a Krakowem” – rozmowa z Henrykiem Kawiorskim

0

Autor licznych powieści, w których fikcja w niezauważalny sposób miesza się z rzeczywistością. Opisane sytuacje mogły przydarzyć się każdemu z nas, każdy z nas zatem może zidentyfikować się z bohaterem. Ja to zrobiłam. Amanda Secina, dziennikarka lokalnej gazety w powieści „Wilczy Świt” to ja. Autor powiedział, że to inteligentna i sympatyczna kobieta, więc pasuje jak ulał. Powieści Henryka Kawiorskiego czyta się z ogromnym zaciekawieniem.

„Między Chrobrzem, a Krakowem”

 – rozmowa z Henrykiem Kawiorskim

Joanna Strączek: Panie Henryku, od pańskiego debiutu literackiego minęło 55 lat. To chyba dobry moment na  skrótowy rachunek sumienia?

Henryk Kawiorski: W jakim sensie?

J.S. Chodzi mi o motto życiowe, myśl przewodnią, którą się pan -przez te ponad pół wieku- kierował…

H.K. Czyli pogłębioną refleksję nad bilansem strat i zysków tak? Proszę uprzejmie. Jednak najpierw posłużę się złotą myślą, wyrażoną przez żyjącego w XIII stuleciu króla Kastylii, Alfonsa X Mądrego: „Gdyby Bóg poradził się mnie przy budowie świata, mógłby otrzymać nieco pożytecznych wskazówek”. Ponieważ Bóg tego nie uczynił, zatem jest jak jest.

J.S. Czyli jak?

H.K. Nadzwyczaj ciekawie, słowo daję. Przecież Bóg w swojej niesłychanej łaskawości powołał do życia niezliczoną rzeszę wspaniałych ludzi i rzeczy, wliczając „Tygodnik Ponidzia”, w którym oboje działamy, jak potrafimy najlepiej od wielu już lat.

J.S Jaka porcja ogólnego tortu przypadła panu w udziale?

H.K. Jestem nauczycielem z wykształcenia, dziennikarzem z zawodu, literatem z pasji. Piszę i publikuję, gram w szachy i na akordeonie, interesuję się literaturą, archeologią, historią i polityką. Naprawdę jest się czym cieszyć.

J.S. W powieści „Przystanek na żądanie”, publikowanej aktualnie w „Tygodniku Ponidzia”, wraca pan do początków swojej twórczej drogi życiowej w Krakowie. Konkretnie do lat 1961 -1965. Prowadził pan wtedy dziennik młodości i miłości, prawda?

H.K. Zgadza się. To była przygrywka do czegoś większego.

J.S. Świadoma?

H.K. Długo nie. To była wewnętrzna potrzeba. Zatrzymać czas w biegu.

J.S  O Krakowie wspomina pan z ogromnym sentymentem.

H.K. Nie może być inaczej. Z Krakowa pochodzą moi przodkowie. W archiwach odnaleziono testament mieszczki krakowskiej Barbary Kawiorskiej z 1550 roku, w którym wspomina, że ileś tam w złocie jest jej winien artysta malarz Krzysztof Kwiatonowski „za sztukę płótna gęstego”. Istnieje ulica Kawiorska. Na obszarze dawnej podkrakowskiej osady, dziś mini dzielnicy Kawiory, posadowiono między innymi gmach Uniwersytetu Pedagogicznego. Debiutanckie opowiadanie „Od tatusia”, napisane w domu rodzinnym w Chrobrzu pod koniec 1964 roku, opublikowałem w styczniu roku następnego w Krakowie. Tam zdobyłem pierwsze laury konkursowe. To chyba dość żeby pokochać Kraków na wieczność jak własną kołyskę.

J.S. Miał pan zostać nauczycielem?

H.K. Myślałem o pracy w Chrobrzu. Nawet przeprowadziłem wstępną rozmowę z ówczesnym dyrektorem Technikum Rolniczego Janem Sadowskim. Nadmienię, że byłem jednym z czołowych uczelnianych aktywistów ZMW. To przesądziło sprawę. Bezpośrednio po studiach trafiłem jako wykładowca – wychowawca do Uniwersytetu Ludowego na Podkarpaciu. W niecały rok później przeobraziłem się w dziennikarza. Z biegiem lat z dziennikarza w literata. Z kolei jako literat uczestniczyłem w setkach spotkań autorskich na obszarze całego kraju, głównie w szkołach, gdzie mówiłem nie tylko o sobie, ale również o moich wielkich poprzednikach, że wspomnę chociażby o Stefanie Żeromskim, Adolfie Dygasińskim i ziomku z Chrobrza Józefie Mortonie. 

J.S. Które z tych spotkań utknęły Panu w pamięci?

H.K. W zasadzie każde było w pewnym sensie niepowtarzalne i pełne uroku. Do najwspanialszych pod każdym względem należy spotkanie z młodzieżą Liceum Ogólnokształcącego w Busku–Zdroju podczas zajęć prowadzonych przez nieodżałowanej pamięci doktora Henryka Obcowskiego. To właściwie ja prowadziłem wtenczas lekcje języka polskiego. No cóż, odezwała się pasja niespełnionego belfra.

J.S. Żałuje Pan tego niespełnienia?

H.K. Przejście z belferstwa do dziennikarstwa dla początkującego pisarza stanowiło, przyznaję, nie lada wyzwanie. Pamiętam jak dziś tytuł pierwszego – z niemałym trudem spłodzonego artykułu publicystycznego. Brzmiał on „Miodowy rok” i dotyczył krótkiej historii nowoczesnego oddziału mechanicznego Huty Stalowa Wola. Od tamtej pory funkcjonowałem dwutorowo jako literat i reporter i tak to trwa do teraz. Jednak naprawdę prawdziwą szkołą życia i rozwoju twórczego okazała się wieloletnia praca w nieistniejącym już „Słowie Ludu”, gdzie spotkałem takich gigantów dziennikarstwa jak Stanisław Mijas, Zbigniew Nosal, Tadeusz Bartosz, Stanisław Rams, niestety już świętej pamięci. W Kielcach istniała sławna w całej Polsce tak zwana „szkoła reportażu”, czyli jednak w dalszym ciągu kolejna szkoła. Miałem szczęście być w tej szkole jednym z elitarnego grona klasycznych reportażystów. W dorobku posiadam tom reportaży „Bieg ku słońcu”, w którym zawarłem min. tekst „Kozak doński z Buska –Zdroju”, traktujący o legendarnej buskiej postaci, chorążym OSP panu Grzegorzu Demidowiczu Rokitiańskim.

J.S. Czyli  znowu  wstąpiliśmy na pański zawiły szlak dziennikarski? Na czym polega jego niezwykłość, jego wyznacznik?

H.K. Byłem i jestem urodzonym terenowcem. Hasło dnia brzmiało zwykle: wsiadać i jechać. Czym się dało. Samochodem redakcyjnym, pociągiem, autobusem, okazją, a nawet furmanką. Bo i czemu nie? Stanęło się na poboczu szosy, kciuk w górę i wio. Znów jak Polska długa i szeroka, od Suwałk po Jelenią Górę i  od Przemyśla po Koszalin. W trakcie takich podróży powstał nie tylko niejeden materiał prasowy, ale i niejedno opowiadanie.

J.S. Następny ważny etap to związek z „Tygodnikiem Ponidzia”?

H.K. Pochodzę z Ponidzia. Prawie cała moja twórczość literacka i dziennikarska jest związana z tą krainą dzieciństwa i młodości. O Ponidziu piszę w reportażach, nowelach, powieściach. Chociaż całe życie byłem w drodze skądś – dokądś, ani na chwilę nie opuściłem Ponidzia. Toteż z tego miejsca jestem zobligowany najserdeczniej podziękować za wieloletnią owocną współpracę  redaktorowi naczelnemu „Tygodnika Ponidzia” Czesławowi Chałatowi za to między innymi, że na łamach gazety od ćwierćwiecza ukazują się w odcinkach moje kolejne powieści. Obecnie przywołany wcześniej „Przystanek na żądanie”. Społeczna i kulturotwórcza zasługa tygodnika jest trudna do przecenienia i zasługuje na najwyższe uznanie. Dodam, że kolejne książki trafiły z redakcji do drukarń. Na druk potrzebne były fundusze. Tutaj z pomocą pośpieszył Bank Spółdzielczy w Pińczowie. Za udzieloną mi życzliwie pomoc finansową składam najserdeczniejsze podziękowania na ręce Pana Dyrektora Jakuba Madeja.

J.S. Jakie plany twórcze?

H.K. Jest gotowa powieść „Most Kochanków” poświęcona tematycznie Zespołowi Szkół Rolniczych w Chrobrzu dla upamiętnienia 70-lecia tej wielce zasłużonej placówki edukacyjnej. Tytułowy most to most w Chrobrzu. Teksty wspomnieniowe autorstwa red. Joanny Strączek, absolwenta technikum, muzyka, poety, społecznika Andrzeja Smulczyńskiego i byłego wieloletniego dyrektora szkoły doktora Jana Sadowskiego, obudowałem oczywiście fikcyjną opowieścią o powikłanych losach dwóch przesympatycznych wychowanek. Akcja rozgrywa się w Chrobrzu, Wiślicy i Busku. Z kolei w ostatnich dniach ukończyłem 12 –aktową, 300 –stronicową sagę „Portrety pań nadobnych”. Oto niektóre tytuły: „Poswarek tabaki z gorzałką”, „Plama Salomona Abrakadabry”, „We dwoje pod pierzyną” etc. Byłbym niepomiernie rad, gdyby obie trafiły do odcinkowego druku w „Tygodniku Ponidzia”. W ten sposób docierają do znacznie większej liczby odbiorców niż książka.

J.S. Jaka jest ogólna konkluzja?

H.K.  Z żalem i bólem stwierdzam, że co jakiś czas na wieczną służbę odchodzą kolejni moi przyjaciele i współpracownicy, ludzie wielkiego serca i licznych talentów. O niektórych wspominałem po imieniu i nazwisku. Wygląda na to, że jestem bodaj czy nie ostatni , co tak poloneza wodzi. Ale niech to będzie uznane za okolicznościowy żart.

J.S. Wspomniał pan o portretach pań nadobnych. Z jakiej przyczyny?

H.K. Dla odmiany posłużę się odnotowaną przez biografów maksymą samego Napoleona Bonaparte, dzielnego wojownika, ale i bądź, co bądź prawdziwego znawcy kobiet: „Pan Bóg też był autorem. Jego proza to mężczyzna. Jego poezja to kobieta”. Pod powyższą sugestią podpisuję się obiema rękami, nadobna pani Asiu”

J.S. Dziękuję za rozmowę… i komplement

 

Henryk Kawiorski

                Pisarz i dziennikarz Henryk Kawiorski pochodzi z Chrobrza nad Nidą.Ukończył LO w Pińczowie, Studium Nauczycielskie w Kielcach i polonistykę w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. Debiutował w styczniu 1965r. na łamach krakowskiego miesięcznika „Głos Młodzieży Wiejskiej”. W kilka miesięcy później jeszcze jako student zdobył pierwsze w życiu literackie trofeum, wyróżnienie w Ogólnopolskim Konkursie Literackim Małych Form. Dyplom z tego konkursu należy do najmilszych sercu pamiątek.

                Po studiach był wykładowcą Uniwersytetu Ludowego we Wzdowie na Podkarpaciu, redaktorem naczelnym rozgłośni radiowej Huty Stalowa Wola oraz dwutygodników „Słowo Chemaru” w Kielcach i „Górnik Noworudzki” w Nowej Rudzie koło Wałbrzycha. Reportaże i opowiadania publikował w kilkunastu czasopismach ogólnokrajowych i regionalnych jednak najsilniej i najdłużej związał się jako publicysta z dziennikiem „Słowo Ludu” w Kielcach i „Tygodnikiem Ponidzia”.

                Członek Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy w Krakowie i Rzeszowie. Założyciel w 1968 r. i pierwszy przewodniczący kieleckiego Ośrodka KKMP. Członek Związku Literatów Polskich. Laureat dorocznej nagrody miesięcznika „Przemiany” w 1972 r. za debiutancki zbiór opowiadań „Ojcowizna”. Ogółem zdobył 32 nagrody i wyróżnienia w ogólnopolskich konkursach literackich i dziennikarskich, z czego dwukrotnie nagrody główne za powieści „Goniec” w 1987 r. w Warszawie i „Pocałunek na dobranoc” w 2014 r. w Kielcach. Posiada 17 odznaczeń, wśród nich Krzyż Kawalerski OOP, Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”, Złoty Krzyż 12 Pułku Piechoty Armii Krajowej, Złotą Honorową Odznakę ZMW, Brązowy Medal „Za zasługi dla Pożarnictwa”. Jest autorem bądź współautorem około 70 pozycji – książki/powieści, opowiadania, reportaże, eseje, dramaty, liczne antologie literackie i prace zbiorowe. Na temat jego twórczości powstały 3 prace magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim i Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Udostępnij.

Komentowanie zostało wyłączone.

Directory Wizard powered by www.polldirectory.net

Powered by themekiller.com