Ireneusz Mazur: Warto sięgać po rzeczy niemożliwe [WYWIAD]

0

Był uczniem Liceum Zawodowego w Busku-Zdroju, gdzie rozpoczął swoją życiową przygodę z siatkówką. Na sportowych parkietach występował od 1972 do 1989. W latach 90. został trenerem reprezentacji Polski juniorów. Kadra pod jego wodzą zdobyła w 1996 r. złoty medal na Mistrzostwach Europy Juniorów, a rok później wywalczyła tytuł Mistrzów Świata Juniorów. Ireneusz Mazur, były siatkarz i jedna z najważniejszych postaci polskiej myśli szkoleniowej, obecnie komentator sportowy.

Ireneusz Mazur – fot. Wikipedia

Anna Rykulska: Jak zaczęła się fascynacja sportem, który towarzyszy Panu przez całe życie?

Ireneusz Mazur: Właściwie moja fascynacja zaczęła się już w szkole podstawowej, gdzie jeszcze jako mały chłopiec „ganiałem” w wolnych chwilach za piłką z kolegami. Oglądając mecze telewizyjne Górnika Zabrze czy Legii Warszawy marzyłem, zresztą podobnie jak wielu moich kolegów w tamtym okresie, że będę grał w piłkę nożną. Chwilę grałem w AKS Busko, a później w Zagłębiu Sosnowiec. Z kolei moja fascynacja siatkówką zaczęła się w szkole średniej, dzięki mojemu pierwszemu trenerowi, nieżyjącemu już Józefowi Braciszewiczowi. To on był moim mentorem i bardzo mi imponował.

AR: Dlaczego właśnie siatkówka?

IM: Jako dziecko mieszkałem w Owczarach (gm. Busko-Zdrój). W soboty i niedziele mężczyźni z tej miejscowości spotykali się i grali w siatkówkę. My z kolegami obserwowaliśmy ich i oswajaliśmy ten sport. W siatkówkę amatorsko grywał także mój ojciec i trochę mama. Myślę, że te dwa elementy, czyli obserwacja i rodzice, a także trzeci, równie ważny – w osobie mojego nauczyciela Józefa Braciszewicza spowodowały, że to właśnie z siatkówką związałem swoje życie.

AR: Czego nauczył Pana sport?

IM: Sport, przede wszystkim otworzył mi okno na świat. Dziś wyjechać do Niemiec, czy Francji to nic wielkiego. Jednak w czasach mojej młodości wyjazd do NRD, Bułgarii to było naprawdę coś! A jako zawodnik miałem taką możliwość. Dzięki swojej karierze w sporcie, zarówno jako siatkarza, a później trenera zwiedziłem wiele miejsc na świecie.

Poza tym sport nauczył mnie wytrwałości, tego że nie zawsze sie wygrywa, a wygrywając nie jest sie królem ponieważ za kilka dni znowu może przyjść porażka. Sport nauczył mnie także umiejętności walki ze swoimi słabościami, uporu, który pozwala w życiu codziennym nie załamywać się. Nawet, jeżeli jest się w bardzo trudnym momencie życia trzeba wstać i jeszcze ciężej pracować. No i oczywiście koleżeńskości, co dla mnie – jedynaka – także jest dość istotne.

AR: Przejdźmy do Pana kariery trenerskiej. Jak to się stało, że trafił Pan na kadrową ścieżkę?

IM: Jeden z moich trenerów, Jan Ryś, zauważył, że ciągnie mnie do kierowania zespołem. Widział moje zaangażowanie. Powołał mnie do prowadzonej przez siebie kadry kobiet na stanowisko asystenta. Pracowałem z nim przez kilka lat. I tak to się zaczęło, muszę dodać, że w tamtym okresie to było coś naprawdę wielkiego.
Byłem też sekretarzem Wydziału Szkolenia Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Zostałem asystentem u Zbigniewa Zarzyckiego w kadrze seniorów. Dostrzeżono mnie, a Władysław Heller, ojciec Bartosza Hellera, który był wtedy szefem szkolenia PZPS, zaproponował mi pracę z juniorami.

AR: Najpiękniejsze momenty w karierze sportowej, zarówno jako zawodnika jak i trenera?

IM: Zwycięstwa. Pamiętam swoje wszystkie wygrane, począwszy od szkoły średniej. Jako trener na pewno zdobycie brązowego medalu Mistrzostw Europy Kadetów, zdobycie Mistrzostwa Europy, a także Mistrzostw Świata Juniorów. No i oczywiście pierwszy mecze z drużyną Rosji, gdzie u nich wygrałem z seniorami przegrywając 2:0.

Ireneusz Mazur – fot. Facebook/Ireneusz Mazur

AR: Najtrudniejsze momenty w karierze?

IM: Każda porażka jest takim trudnym momentem. Natomiast z pewnością, przykrą sytuacją w mojej karierze trenera reprezentacji była decyzja o rezygnacji z tej funkcji. Po dylematach związanych z podjęciem tej trudnej decyzji, wspólnie ze sponsorem, postanowiłem zrezygnować z prowadzenia kadry. W tamtym momencie uważałem, że mogę być ogniwem, które będzie blokować dalszy rozwój reprezentacji. To był zdecydowanie najtrudniejszy moment w mojej karierze trenerskiej. Przecież wygrywałem z tą drużyną ze wszystkimi na świecie. Uważałem, że wykonuję swoją pracę tak dobrze, że szkoda przerywać ten proces, a jednak musiałem odejść. Przez wiele lat trudno mi było się z tym pogodzić.

AR: Treningi u Pana były ciężkie. Skąd wzięła się ta trudna szkoła Ireneusza Mazura?

IM: Ta trudna szkoła wzięła się z kontaktu z trenerami, z którymi pracowałem, m.in. Hubertem Jerzym Wagnerem. To była postać, która była wręcz świętością. Poza tym także dość częsty kontakt z zachodnią siatkówka i tym stylem pracy. U mnie, treningi trwały osiem godzin dziennie, to było dużo. Zdarzały się protesty zawodników i rodziców. Jednak ja te treningi z młodzieżą prowadziłem umiejętnie. To wszystko było komponowane mądrze, rozsądnie, pod kontem możliwości i urozmaicenia. Dlatego też te dzieciaki same później do mnie wracały. Nie powiem, mam trudny charakter, podobnie zresztą jak niektórzy zawodnicy. Żeby móc ich prowadzić, trzeba było mieć silną osobowość, trzeba było być twardym, konsekwentnym i bezkompromisowym.

Oczywiście, do dobrego tomu było poskarżyć się, że było ciężko na treningach i taka fama krążyła (śmiech). Aczkolwiek tak naprawdę, to właśnie trenerzy byli najbardziej wyczerpani.

AR: „Pokazywanie się w telewizji było dla mnie ogromnym stresem. Przeżywałem bardzo każdy taki występ” – to Pana słowa z jednego z wywiadów. Jak to się więc stało, że został Pan komentatorem telewizyjnym?

IM: Dla mnie ta karuzela medialna zaczęła się w momencie kiedy zdobyłem brązowy medal kadetów w Barcelonie, co nie udało się Polakom przez 20 lat. Przez wiele lat pracowałem sobie po cichutku gdzieś w cieniu, szkoliłem młodych ludzi, budowałem zaplecze. Telewizja to był dla mnie inny, nieznany świat. I kiedy nagle telewizyjna kamera wtargnęła w moje życie, przeżyłem szok. Na początku każde wystąpienie było dla mnie wielkim przeżyciem i niewyobrażalnym stresem. To była naprawdę długa droga, było ciężko. Z czasem jednak tych występów przed kamerą było coraz więcej i coraz częściej zacząłem się skupiać na tym co mam powiedzieć, a nie na tym, żeby to jakoś przetrwać. I tak, powoli, zaczęło się samodzielne komentowanie meczy.

AR: Możliwości jakie ma młodzież mieszkający w małych miasteczkach, takich jak np. Busko-Zdrój są zupełnie inne niż w dużych aglomeracjach. Tutaj trudniej jest się wybić, zaistnieć, trudniej spotkać kogoś kto zauważy talent i poprowadzi dalej. W jaki sposób zachęciłby Pan młodych ludzi do uprawiania sportu?

IM: Z własnego doświadczenia wiem, że warto marzyć, warto sięgać po rzeczy niemożliwe. Ponieważ te rzeczy wydają się nieosiągalne z perspektywy takich małych miejscowości, ale jeżeli zrobi się ten pierwszy krok, to później wszystko staje się możliwe. To właśnie ludzie z takich środowisk osiągają największe sukcesy. Ponieważ odważyli się pójść dalej, zrobić ten jeden krok więcej. Warto mieć marzenia, warto powalczyć o samego siebie, bo po tym kroku, który często jest bardzo trudny i okupiony ciężką pracą, przychodzi sukces, wynik, duma, satysfakcja i radość.

Dziękuję za rozmowę

Udostępnij.

Komentowanie zostało wyłączone.

Directory Wizard powered by www.polldirectory.net

Powered by themekiller.com